Frazeologizm „lwie serce”, w jego przypadku, oznacza nie tylko nieprzeciętną odwagę i heroizm, czy nieustraszoność, śmiałość, ale przede wszystkim dobroduszność.
Nie spoczywa na laurach. A Orki to jego nowy wynalazek. To taka drużyna. Był już u nich na Madakaskarze dwa razy. Teraz wskazuje wszystko, że pojedzie trzeci. Jest zauroczony tymi małymi chłopcami na wyspie, którym w prezencie przywozi zawsze sprzęt sportowy. Taki już jest Piotr Dębicki, kultowy bramkarz ze Śmiłowa. Od lat się nie zmienia.
Trener miejscowej drużyny wysyła mu wyniki, jest w stałym kontakcie. Jego ta przygoda to Sri Lanka i mecz na boisku w pobliżu pól ryżowych.
– Niesamowite uczucie grać w takiej scenerii, radość chłopaków z podarowanych piłek – podkreśla Piotr.
Madagaskar – malownicza wyspa, piękne widoki. Byłeś i jesteś zauroczony nie tylko klimatem, ale i ludźmi, mieszkającymi tam, zwłaszcza dziećmi, które haratają w przysłowiową gałę.
Co Cię najbardziej urzekło w życiu ludzi, którzy podobnie jak Ty kochają futbol?
– Piłka nożna to język, w którym porozumiesz się na całym świecie – już Ci to mówiłem. – Przekonywałem się już o tym wiele razy. Orki Nosy Be, to drużyna piłkarska, o której opowiadał mi jeden ze świetnych bramkarzy – Daniel Pawłowski. Orki to ludzie, którzy na co dzień pracują w kamieniołomie, a w wolnym czasie grają w piłkę na boisku które znajduje się w tym samym miejscu ich ciężkiej pracy.
Przybliż nieco jak wygląda dzień młodych ludzi na Nosy Be, najpopularniejszym regionie turystycznym Madagaskaru. Z tego co czytam nie jest to jednak rajska wyspa dla tubylców.
– Do dziś nie mogę uwierzyć jak biedni są ludzie zamieszkujący tę wyspę. Pomijam fakt, iż dla turystów jest to urocze i wręcz powabne miejsce na urlop. Można się jednak ogólne zdziwić, ba serce ściska patrząc w jaki sposób żyć i pracować musza młodzi ludzie.
Jako ambasador m.in. firmy Red Box, miałeś możliwość dostarczenia tam sprzętu piłkarskiego: piłki, koszulki. Jak to zostało odebrane przez tamtejsze dzieci?
Nie robiłem tego dla poklasku, a z czystej nieprzymuszonej woli. Mam wielką satysfakcję z tego, iż mogę im pomóc, sprawić radość. Zachowanie, spojrzenia i wdzięczność dzieci mówiły samo za siebie. Byłem w siódmym niebie doświadczając tego.
Piotrze, to pewnie pojedziesz znowu tam…
– Nie widzę inaczej. Nie byłbym sobą.
