Znamy się z lat 80, gdy zakładałem trykot Polonii Jastrowie. On urodzony w Tarnówce, obecnie zamieszkały w Złotowie, to nietuzinkowy człowiek, na którego zawsze można liczyć, ale także entuzjasta podejmujący się wielu charytatywnych wyzwań.
Jego pasjonujących wyczynów, podyktowanych potrzebom serca, czy też szczerą życzliwością, trudno dziś zliczyć. Wielu podkreśla, iż pojawia się dokładnie wtedy, gdy jest potrzebny. Serce ma na dłoni, udowadniając bezinteresowność i gotowość do pomocy. To Marek Szweda ze Złotowa!
Skoro przywołuje postać Marka, to nie bez kozery miałem ostatnio do czynienia z Tarnówką. Już spieszę z tematem.
– Na pewno jest to moje z ostatnich podobnych wyzwań, taki ostatni gwizdek, głównie ze względu na wiek. W sumie najbardziej obawiam się tych przewyższeń w Austrii, ale to mnie bardziej dopinguje – zwierza się Marek.
Jak sięgam pamięcią ów pomagał przed laty w akcji „Zbuduj z nami Centrum Frame Running”, pokonując rowerem trasę dookoła Polski.
Aktualnie wyrusza w kolejną niewiarygodną podróż. Z ogromną ciekawością oczekujemy na rozwój wydarzeń, pozytywów z placu św. Marka w Rzymie!
– To wielki człowiek, mogę o Marku Szwedzie powiedzieć. Miałam przyjemność już wielokrotnie spotkać się z moimi chłopakami i Markiem (tak pozwolił się do siebie zwracać) na złotowskiej bieżni przy Miejscu Mocy Centrum FrameRuning – mówi mi Adela Żurawska.
– Życzę mu z całego serca, by dokonał tego bez żadnych przeszkód. To bardzo życzliwy i pomocny człowiek, mający dużo empatii do drugiego człowieka.
Przez setki kilometrów będzie nie tylko realizował swoją sportową pasję, ale również szerzył wiedzę o działalności Fundacji Złotowianka i o tym, dlaczego powstało Miejsce Mocy – Centrum Frame Running – dodaje Adela.
Marek podziwiany przez wielu jechał rowerem wokół Polski, objechał ciekawe miejsca zalewu szczecińskiego, szlak do Świnoujścia, czy 40 kilometrową Trasę R10 ze Świnoujścia na Hel. Na jego CV widnieje m.in. wiele trudnych i wręcz niewiarygodnych odcinków w kraju. A przed nim jednak taki Armagedon, jak humorystycznie można określić blisko dwutysięczny trawers rowerem ze Złotowa do Rzymu.
Tak ,,Marczello” postawił przed sobą takie wyzwanie.
– Nie jestem samobójcą. Wiem, że taka trasa to jak porywanie się z motyką na księżyc. Ale taki zemnie niepoprawny optymista. Muszę spróbować, aby później nie żałować. Od razu przyznam, iż na pewno trasę do Rzymu zdołam przejechać rowerem, z powrotem spróbuje ,,złapać” jakiś inny transport. Może się uda. Zawsze mogę zrezygnować – zarzeka się Marek.
No, cóż z mojej strony chciałbym być przy starcie, może na pierwszych kilometrach…
Tak czy inaczej trzymam kciuki!
