To był luty 2017 roku. Mój kolejny pobyt w Paryżu, co odbyło się za sprawą Bieniusia z Szamoni. Byłem niezwykle podekscytowany tym, że w ramach zagranicznych wojaży trafiłem do Parku Książąt, leżącego w jednej z największych aglomeracji w Europie. Tam bowiem na Parc Des Princes odbył się hitowo zapowiadający się mecz Paris Saint Germain z CF Barcelona.
Szybciej aniżeli myślałem mój podziw nad Dumą Katalonii, z takimi wówczas gwiazdami jak Messi, Suarez. Neymar czy Iniesta i Pique, zgaszony został przez Cavaniego, Drexlera, Angela di Maria i spółkę PSG.
Mój przyjaciel Marcin z Polskiej Agencji Prasowej skomentował ten mecz jako piękną katastrofę Barcelony. Nic dodać, nic ująć!
Przyznaję, aż żal było patrzeć jak ekipa z Katalonii zupełnie nie radziła sobie z wojowniczym pressingiem, a linia środkowa gospodarzy zupełnie zdominowała grę.
I nic dziwnego, że paryżanie nadspodziewanie łatwo rozbili 4:0 FC Barcelonę. Rządził i dzielił Niemiec Drexler. Dublet ustrzelił Argentyńczyk Angel di Maria, a po trafieniu dołożyli wspomniany Julian Draxler i Edinson Cavani.
W kiepskim nastroju wracałem do kraju…
