Krzysztof Skiba – świetny muzyk, satyryk, felietonista, słynie z bezkompromisowości, ostrego języka, od lat skupia uwagę wielu. Ostatni jego materiał o futbolowych MŚ w Ameryce zwrócił – nie tylko moją – uwagę, ale i wywołał u mnie niemal automatycznie nagłe emocje, dotyczące uwielbianej onegdaj przeze mnie piłki nożnej. Nie mogłem się oprzeć, by zacytować jego felieton.
Jego zdaniem wydarzenia o Mundialu w Ameryce, zostaną zapamiętane jako klęska sportu i faktyczny koniec piłki nożnej – czytamy.
Ów fantastyczny Skiba pisze: Po ostatnim wydarzeniu z udziałem Donalda Trumpa i karłów moralnych z FIFA, rozgrywki nie mają już większego sensu, a regulamin i przepisy, to tylko zbiór pustych zapisów dla naiwnych.
Dlaczego tak się dzieje? Pisze dalej: Jeden z trzech gospodarzy mundialu, czyli USA korzysta z nadzwyczajnych przywilejów, niespotykanych do tej pory w sporcie. Podczas meczu z Bośnią i Hercegowiną czołowy snajper reprezentacji USA Folarin Balogun sfaulował zawodnika i otrzymał od sędziego czerwoną kartkę. Oznacza to, że w kolejnym meczu z Belgią nie może wziąć udziału. Nie ma możliwości zmiany decyzji sędziego, a przepisy precyzują to bardzo wyraźnie.
Bez Baloguna szanse Amerykanów na zwycięstwo z Belgią bardzo zmalały. Do akcji wkroczył więc Donald Trump, który swoim zwyczajem (takie ma hobby) zagroził, że zbombarduje siedzibę FIFA w Zurichu jeśli decyzja o czerwonej kartce nie zostanie cofnięta. Istniała także groźba, że szef FIFA Gianni Infantino (sobowtór Stanisława Tyma, który w filmie Miś, odtwarzał rolę kierownika klubu sportowego Tęcza) zostanie deportowany z USA jako nielegalny emigrant i facet pracujący na lewo.
Podjęto więc decyzję o cofnieciu decyzji sędziego i „zawieszeniu” kary dla Baloguna. Tym samym od dziś decyzje wszystkich sędziów piłkarskich świata, nie są ostateczne i wzorem słynnej marszałek Witek można zrobić „reasumpcje głosowania bo przegramy”.
Cofnięcie czerwonej kartki skomentował sam Trump, który wpisem na X z radością potwierdził, że naprawiono tym samym rażącą „niesprawiedliwość”. Emerytowany hotelarz miliarder, który pewnie nawet nie oglądał meczu, bo przecież interesuje się tylko golfem, zmienia decyzje sędziego, bo korzysta z prawa siły i faktu, że szmaciarze z FIFA, to przekupni do bólu kombinatorzy.
Jaką mamy gwarancje, że kolejne telefony z Białego Domu nie zaczną zmieniać wyników bramkowych i innych decyzji sędziów? Sami sędziowie zostali decyzją FIFY potraktowani jak nieistotne barany, które są tylko od wykonywania poleceń polityków.
Istnieje też obawa, że ten zwyczaj wydzwaniania po meczach i domagania się zmian decyzji, szybko się rozprzestrzeni także w innych krajach, szczególnie tych, które padają plackiem przed Ameryką.
Kto wie, być może Karol Nawrocki, nasz lokalny naśladowca Trumpa, zacznie wydzwaniać do PZPN po każdym meczu Lechii Gdańsk i domagać się zmiany decyzji sędziego, czy wyników bramkowych?
Po co więc sport i mecze? Niech Trump od razu przez telefon ustali z tym Szwajcarem, kto ma wygrać mundial i po krzyku…
Polecam mat. Wszystkim sympatykom kopanej w regionie
P.S USA przegrała z Belgią 1:4… Na placu gry pozostały 4 zespoły!
