Miałem ogromną satysfakcję poznać go osobiście. U legendarnego futbolisty Widzewa Łódź, ikony tego klubu, który tworzył go wraz z takimi asami jak Włodzimierz Smolarek, Zbigniew Boniek czy Józef Młynarczyk, gościłem także w jego obecnym domu w Parchowie.
Ponad 30 lat mieszkał za granicą. Uczył i szkoli młodzież w szwajcarskiej Genewie. Do Polski przyjechał w 2019 na premierę filmu Pasikowskiego – Kurier, w którym główną rolę znakomicie grał jego syn Philippe. Specjalnie z uwagi na ówczesną Galę Piłki Nożnej w Pile, pozostał w kraju dodatkowo 3 dni.
Popularny ,,Tłoczek” mówił wówczas – Bardzo się cieszę, że mogłem gościć w Pile. Poznałem wielu fantastycznych ludzi, z prezesem PZZ Wałcz Marianem Płóciennikiem na czele. Tak! jestem pod wrażeniem rozwoju firmy zarządzanej przez niego. Poza tym mogłem spotkać się z moim przyjacielem Adamem Godlewskim.
A Gala w Pile. Nic tylko pogratulować pomysłodawcom i ludziom, którzy przez tyle lat pielęgnują to przedsięwzięcie – mówił nam Mirosław Tłokiński, którego poprzez zachowanie, elokwencję, styl bycia, kulturę osobistą i znajomość wielu tematów, nazwaliśmy profesorem. I wcale nie przesadnie.
Tłokińskiego jako wybitnego piłkarza pamiętam nie tylko z 1983 roku, kiedy to wspólnie z Mirosławem Okońskim zdobywał tytuł króla strzelców w I lidze, ale przede wszystkim z pamiętnych spotkań z Manchesterem United czy FC Liverpool.
Pamiętam jak dziś 16 dzień marca 1983 i 33 minutę meczu na Anfield Road.
Po faulu na Włodzimierzu Smolarku, Pan Mirosław podchodził do rzutu karnego. Tak! Stawał przed szansa wyrównania stanu meczu na 1:1.
Tłokiński wyznał wówczas – Jeżeli strzela się rzuty karne, to ktoś może powiedzieć, że nie ma czasu na myślenie. Z uwagi na to, że w rewanżowym meczu z FC Liverpool, grałem w defensywie i gdy rzut karny został dla nas przyznany, miałem trochę czasu, by dojść do punktu jedenastu metrów.
Ten odcinek drogi podzieliłbym na 3-4 fazy. Pierwsza z nich dotyczyła pytania co się zemną stanie gdy nie strzelę. Potem była walka z samym sobą. Był olbrzymi stres i wiedziałem, że jeśli dojdę w takie psychicznej predyspozycji będzie po mnie.
Dzisiaj z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że wykonanie rzutu karnego w takiej sytuacji, w takim momencie nie jest wcale umiejętnością techniczną, a psychologiczną.
Gdy podszedłem i spojrzałem w oczy Grobbelaara, pierwszą myślą było strzelę mu technicznie. Boisko było jednak bardzo mokre i pomyślałem, że lepiej będzie strzelić mocno ale po ziemi.
Koncentrowałem się zatem na piłce. W ostatniej fazie czułem się jak w szklanej kopule. Byłem zupełnie odizolowany, nie słyszałem dosłownie nic. Dopiero jak padła bramka usłyszałem taki jeden wielki huk.
Na koniec było wprawdzie zwycięstwo 3:2 Liverpoolu, ale to My byliśmy zwycięzcami. Co więcej, co mnie osobiście urzekło, to że kibice The Reds, na stojąco, Nas schodzących z boiska oklaskiwali. To wówczas wydawało się mi nieprawdopodobne.
– Tak! To było wspaniale uczucie, bowiem mieliśmy negatywną opinię o angielskich fanach, szczególnie po konfrontacji z MU Proszę zauważyć, że to my wróciliśmy już prawie z szatni i oddaliśmy im hołd za to, że tak godnie żegnają nas po wyeliminowaniu, bądź co bądź jednej a najlepszych wówczas drużyn na świecie!
To było wspaniałe przeżycie i nie pamiętam czegoś takiego w swojej przygodzie z futbolem.
Charakterny Widzew, to chyba nie przesadzone stwierdzenie, które przylgnęło do Wielkiego Widzewa?
– W kontekście tego, że ten tytuł nie nadaliśmy sobie sami, tylko kibice nie tylko Widzewa, ale i z całej Polski, powiem, iż mieliśmy podobne cechy charakteru, które poprzez akumulację, dawały taki obraz całego zespołu. Ja mówię, że mieliśmy zespół walecznych.
W tym okresie Tłokiński miał sukcesy nie tylko w piłce klubowej, ale i w 1983 sięgnął po koronę króla strzelców. Było też wiele meczów o charakterze derbowym i prestiżowych jak spotkania Z ŁKS , Legią czy Lechem Poznań.
– Do każdego meczu podchodziło się bardzo poważnie, ale przed takimi meczami jak wymieniono koncentracja była nadzwyczajna.
W Widzewie grałem 7 lat rozegrałem 14 spotkań derbowych z LKS, przegrywając zaledwie raz. Chyba mieliśmy patent na ŁKS. A mecze z Legią czy Lechem? To były smaczki sezonu. Piękne chwile.
Nadal szkolenie dzieci młodzieży jest jego oczkiem w głowie. Uważa, że wiele wzorców możemy uczyć się z zachodu?
Polecam jego blog ,,Tłoczek do Pióra”
