Z cyklu ,,od Piłkarza do Dziennikarza”

Nr 1 JastrowieWołali  na mnie KARINO

To był styczeń 1980. Gdy przyszedłem na pierwszy trening patrzono na mnie jak na człowieka z innej planety. W sumie nikogo też nie znałem, aha były to treningi juniorów i seniorów, więc ze szkoły jedynie Władka Cielasa.  

Dwa mecze zagrałem w juniorach i trener Czesław Ciula zaproponował mi przyjść na trening seniorów, bo być może zagram w I zespole. Bez żadnej tremy przyszedłem. Zagrałem i od razu zyskałem uznanie kibiców, dla których byłem już Karino. Tak, tak jak ten tytułowy koń z filmu w reżyserii Stefana Batorego z połowy lat 70.

Rundy jesiennej nie pamiętam dobrze. Ta wiosenna przebrnęła niczym 17 mgnień wiosny. Przygotowania zrobiły swoje. Dokładnie kondycja wypracowana na okrążeniach dwóch jezior obok umiejętności, była nieodzownym atutem wygrywania pawie wszystkich spotkań w ówczesnej A klasie. Prawie, bo ostatni mecz w rundzie z Włókniarzem Okonek był jak się okazało najważniejszy.

W Jastrowiu był remis 2:2 i tym samym nie zdołaliśmy wyprzedzić Włókniarzy w walce o klasę okręgową. Po meczu była ,,stypa” Mój pierwszy alkohol i pełna miska kotletów mielonych  z miejscowej restauracji utkwiła mi w pamięci. No i w nocy w internacie straż w postaci dyżurującego opiekuna, którego uczulił na moje dolegliwości nie kto inny Jak Władek Cielas.

I nie była to ostatnia przygoda z Polonią Jastrowie i świetnymi kolegami typu Parówa, Roy, Zielik, Ludwik, Władek, Bodziu i innymi.

Tydzień później nadeszła informacja z OZPN, iż wicemistrzowie A klasy rozegrają baraż o dodatkowe miejsce w klasie okręgowej.   

Rywalem naszej ekipy z był zespół Błękitnych Wronki. Pierwszy mecz w Jastrowiu i do przerwy 0:1! Do śmiechu nie było.

Druga połowa spadła na gości jak grom z jasnego nieba. Skończyło się 5:1. Wielu nie wierzyło. W naszym składzie szalał wówczas – niestety już dziś nieżyjący – Koliber. W rewanżu wygraliśmy 0:2. Katem Wronek był Andrzej Blok i Waldek Gawiński. W obronie Błękitnych poznałem wówczas dzisiejszego dyrektora klubu Amica – Marka Pogorzelczyka.

Jastrowska Polonia to była wspaniała przygoda. Coś, co w pamięci zostaje do końca życia.

Zagrałem tam jeszcze w klasie okręgowej – pierwszą rundę 1982. Po latach legenda Lubuszanina Trzcianka Czesław Małpa Wiśniewski przypominał mi mecz tamtego okresu, gdy LUBU gościł w Jastrowiu i bramkę którą strzelił mu wówczas Karino.

© Copyright 2024