Niemal od zawsze grała w piłkę nożną z chłopakami. Były to zbudowane bramki z kamieni i tworzono czteroosobowe drużyny, a ona zawsze była jedyną dziewczyną. Mało kto wróżył jej przyszłość związaną z futbolem. Wyprowadziła się z rodowitej miejscowości, przy wsparciu rodziców szukała możliwości rozwoju.
Pracowała i szukała odpowiedniej drużyny znaleźć drużynę. – Dostałam się do Benport FC. Pracowałam od wczesnych godzin porannych. Trenowałam po południu. Potem miałam epizody w América de Cali i Yumbo FC, aż w końcu podjęłam decyzję o wyjeździe do Polski – wspomina Lizeth Saldana.
W myśl życiowej maksymy: – Jeśli masz marzenie, walcz o nie. Módl się dużo do Boga. On jest filarem naszego życia. Naucz się czekać i ufać procesowi. Wszystko przychodzi w swoim czasie – zaufała pilskiemu klubowi KKP Powiat Piła.
W podobnym stylu wyrażają też słowa piosenki kabaretu Smile: Gdyby jutra miało nie być, Co by zrobił każdy z Was? Jakie spełniałbyś marzenia, Gdyby miał się skończyć świat. Żyj, żyj o marzenia walcz, doceń każdą krótką chwilę, Jedno życie masz…
Lizeth przed meczami słucha muzyki, która wychwala Boga i modli się w szatni i na boisku.
W Pile momentalnie zyskała aprobatę i zaufanie partnerek z drużyny. Ale w grudniu 2025 opuściła Polskę, by odwiedzić swoją chorą mamę w Kolumbii. Mało kto wówczas wierzył, że jeszcze wróci do Polski. Po półrocznej przerwie ponownie pojawiła się jednak w kadrze KKP. I już na dzień dobry było to jak ,,Wejście Smoka”
W meczu 17 kolejki z Wełną Skoki pokazała, wchodząc na boisko w 70 minucie gry, jak bardzo jest głodna gry.
– Weszła na murawę i już przy pierwszym kontakcie z piłką skierowała ją do siatki drużyny gospodyń. Trudno o lepszy powrót — można śmiało powiedzieć, że okazała się czarnym koniem tego spotkania – uważa Przemysław, przyjaciel klubu.
– Od pierwszych chwil było widać, że Lizeth jest głodna gry i pełna determinacji. Jej dynamika, zaangażowanie i piłkarska jakość wyraźnie wyróżniały ją na tle rywalek. Można odnieść wrażenie, że gdyby pojawiła się na boisku nieco wcześniej, mogłaby zakończyć ten mecz z jeszcze większym dorobkiem bramkowym – dodaje.
Ostatecznie decyzje personalne należą jednak do sztabu szkoleniowego. Jedno jest pewne — jej powrót i zdobyta bramka były jednym z najjaśniejszych momentów tego spotkania.
Mariusz Markowski
Fot: Piłka Okiem Amatora
