Znamy w historii takie przypadki, iż można sugerować stwierdzenie, że prowadząca 2:0 drużyna będzie miała tzw. „fałszywe poczucie bezpieczeństwa” wynikające z prowadzenia 2:0. Nic bardziej mylnego!
Trudno tu szukać porównania do klasycznego Finału Ligi Mistrzów 2005 – Liverpool vs. AC Milan, gdy Rossoneri wygrywali z The Reds już do przerwy 3:0, ale Anglicy doprowadzili do dogrywki, ba wygrali to starcie w rzutach karnych. Ale jakiś wątek – bez przesady – z tego można sugerować do meczu Tarnówka – Sypniewo.
Szukając analogii, pamiętam, może trochę niepoprawnie, gdy w kultowym meczu Legia Warszawa – Widzew Łódź, w 1997 roku, ,,wojskowi” prowadzili jeszcze 3 minuty przed regulaminowym końcem 2:0, by ostatecznie przegrać w ostatnich sekwencjach meczu.
Na pewno to nie ten poziom, nie ta ranga, ale jakieś małe porównanie co do emocji można odnieść.
W sobotnie popołudnie z podobnym dorobkiem punktowym, miejscowa Tarnovia podejmowała ekipę Zrywu, z którą w pierwszej rundzie wygrała w Sypniewie, w niecodziennych wymiarach 3:9! Teraz jednak przestrzegano przed nieobliczalnym Zrywem, bowiem to zawsze były zacięte pojedynki sąsiadów z regionu.
I pierwsze akcje z kontrataku Sypniewa to potwierdziły. Nie dość, iż do bramki gospodarzy trafili Kuba Augustyniak i Michał Poleć, to chwilę później słusznie ukarany czerwoną kartką został za faul Bartosz Dawidowski i od tego momentu Tarnovia grała już w ,,10”. Wydawało się, że jest po meczu.
Miejscowi kibice nie stracili jednak animuszu i nadal dopingowali gospodarzy. Kontaktowy gol Bartosza Draszawki udowodnił głęboko zakorzenioną wiarę w końcowy sukces. Krótko po tym bramkę na 2:2 zdobył Mateusz Zdrenka.
W przerwie meczu szatnia gości dudniła. Swój silny charakter i asertywność czyt. ,,umiejętność’’ wyrażania własnej opinii wykazał coach Zrywu Ryszard Ludewicz.
Jego podopieczni trochę się nasłuchali. Po przerwie jednak to nadal trafiali gospodarze, choć sytuacji nie brakowało pod obiema bramkami. Świetnie w bramce Tarnovii spisywał się Maciej Robak.
Gospodarzy najpierw wyręczył gol samobójczy, a dzieła dokończył Paweł Dawidowski. Drugiego gola dla gości, a w konsekwencji z bramki na 4:3, mógł się cieszyć Michał Połeć.
Teraz Tarnovia jedzie do Czernic, w Bronisławkach goszczą Zryw.
