PTPS Nafta powstała jaką pamiętam!

Miałem to szczęście, iż w początkowych latach tworzenia klubu, byłem blisko czegoś, co mało kto przypuszczał, iż niebawem będzie sztandarowym produktem pilskiej aglomeracji.

Był bodajże początek 1993 roku, gdy na łamach ówczesnej Panoramy Pilskiej, szeroko zaczęliśmy wspólnie pisać o pilskiej siatkówce. I to nie tylko dlatego, że mecenat nad pilskim klubem otaczała firma Ekolog, także właściciel naszego tygodnika, ale ze względu na to, że pilska siatkówka stawała nad przepaścią.

Na początku lat 90. resorty związane z ówczesną milicją i wojskiem otrzymały wyraźne dyrektywy: zakaz finansowania sportów nieobronnych. W klubie Sokół miał szanse pozostać boks i strzelectwo. Nad siatkówką zawisła gilotyna. Sekcja w klubie, powszechnie szanowna i lubiana, mogła przestać istnieć.

Radosław Ciemięga, dotąd niewiele mający ze sportem, a tym bardziej z siatkówką, mobilizował mnie do jeszcze bardziej wytężonego śledzenia losów pilskiego klubu.

Przełomem był jego felieton, cynicznie zatytułowany ,,wrzód na d…” Dotyczył on niefrasobliwości ówczesnych władz Sokoła względem sekcji siatkówki.

Potem sprawy potoczyły się szybko. Niemal oniemiałem, gdy Radek zakomunikował mi, pewnym popołudniem w siedzibie panoramy Pilskiej, że założymy nowy klub. Pomysł dla mnie szalony, ale Radek, urodzony optymista, wierzył w powodzenie tego przedsięwzięcia. Do projektu włączył się jeszcze Krzysztof Lewandowski, który już pracował w pilskiej siatkówce.

Co by nie mówić, duże wsparcie otrzymaliśmy od Kazimierza Sadowskiego. Do dziś nie mogę pojąć jak naprawdę udało się nam uzyskać karty siatkarek, które podpisały umowy z nowym klubem.

19 maja w Zajeździe „Rębajło” doszło do historycznego zebrania. Powstało nań Pilskie Towarzystw Piłki Siatkowej „Prasa”.

To pomysł Radka Ciemięgi, jego osobisty. Dopiął swego. Pierwszym prezesem został Wiesław Łoś. W kraju niedowierzano. Jakaś ,,Prasa” zagra w serii B!

Zagrała i to jak! Pierwszy rok i od razu sukces. Wielki sukcesów – awans, po barażach z czarnymi Słupsk, do serii A.

Byłem też na bieżąco gdy PTPS sięgał po najwyższe krajowe trofea, sprawiał olbrzymią radość grając w europejskich pucharach.

Dziś we mnie, jak w wielu z nas, pozostają te niezapomniane momenty. I niekoniecznie te ze złotych lat pilskiej siatkówki.

Trenerów, prowadzących pilski klub, przewinęło się przez ponad 25 letni okres istnienia klubu tak wielu, że niektórych się nawet nie pamięta. Ale nie na tym pragnę się skupić.

Duże zmiany w pilskim klubie, tak, tak, tym założonym w niecodziennej scenerii przez pilskich dziennikarzy, nastąpiły w 1995 roku, kiedy to stery PTPS wziął na swoje barki, ówczesny senator Tadeusz Rzemykowskiego, a klubowa sfera przeszła pod auspicje Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa.

To był już zarodek wielkiego klubu, wielkiej drużyny, bowiem pod szyldem Nafty i Rzemykowskiego, gwarancja tego była niemal murowana.

Ale nie wszystko przyszło ot tak, łatwą ręką.

Dziś wracam do tego pierwszego okresu, nie tylko z wielkim sentymentem, ale i niekłamaną szczerością.

Nam wówczas dziennikarzom nie zawsze i wszędzie wypadało pisać o rzeczach nie zawsze związanych ze sportowym wizerunkiem klubu. To były czasy, gdy o siatkówce czy żużlu nie wypadało nawet pisać źle. Nawet jak popielniczka była pełna petów…

I oby nikt mnie źle nie zrozumiał. Ze zrozumieniem, także z humorem, wracam wspomnieniami do tamtego zespołu z lat 95/96.

To nie był wielki zespół, świetne siatkarki, ale było w nich wiele naturalności, spontaniczności, realnego spojrzenia na sytuację.

Sport traktowały idealistycznie, ,,żarły” dosłownie parkiet, a poza nim uwielbiały się na nawzajem…

Przylgnęło do nich wówczas wyrażenie ,,Dziewczyny Edenu”

I niech nikt nie pomyśli, że miało to cos wspólnego z biblijnym rajem stworzonym dla Adama i Ewy, choć wątek Ewy się w tym przewijał…

To były czasy, gdy zespół tworzyły w większości młodziutkie dziewczyny, mające pierwsze doświadczenia w samodzielnym mieszkaniu i gospodarowaniu. Same niektóre z nich twierdza dziś, że cyt: Dzieciaki w nas jeszcze były, nie zepsute pieniędzmi , skromne kawalerki i sianko ledwie na przeżycie …

Tak, tak! Większość bez aut, bez fajnych ciuchów, ledwo co po maturze z pustym portfelem. Jedno to nie żałowały się dobrze zabawić…

Upodobały sobie lokal przy Staszica o barwnej nazwie Eden. Do dziś niektórzy z rozrzewnieniem wspominają ich popisowy występ w rytm if you wannabe my lover – Spice Girls.

Większość powrotów z meczów kończyła się w Edenie.

Bramkarze i barmani je uwielbiali, chodzili na mecze. Dziewczyny zawsze miały darmowy wstęp do Edenu i możliwość kredytową na barze…

O tym się nie pisało. Atmosfera wokół siatkówki była znakomita. Ludzie z drugiego planu typu Leopold Łazar, Jan Undro, Jan Kasprzak czy Marian Michalski dwoili się i troili, by w klubie wszystko grało, by siatkarkom nic nie brakowało. Nie było tematów nie do załatwienia.

Siatkarki, co je wyróżniało dobitnie, na tle dzisiejszych czasów,  miały nie tylko świetny kontakt z kibicami, ale przede wszystkim dobre relacje między sobą. Nie było zazdrości itd.

Do dzisiaj mają świetny kontakt.

Fot: Pilska siatkówka przed założeniem PTPS

© Copyright 2024