Król Leo odchodzi…

Z faktami się nie dyskutuje. Leo Messi to prawdziwy król futbolu. I nie dlatego, że głównie na to wskazują wszystkie statystyki… Ów kończy gre w reprezentacji Agentyny.

Uznawany jest za jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii, dlatego, iż dzięki niezwykłemu połączeniu wrodzonego talentu, genialnego przeglądu pola oraz niesamowitej regularności jest po prostu numerem jeden na świecie.

Miałem olbrzymią satysfakcję stając z nim oko w oko, gdy na ulicach Barcelony – Travessera de Les Corts –  Balugarna świętowała jeden ze swoich kolejnych tytułów mistrza – patrz foto…

Wcześniej odwiedzałem Nou Camp wielokrotnie.Dziś czytam, że ostatni mecz w barwach Argentyny właśnie nastał. Fani przygotowali dodatkowo olbrzymią koszulkę z numerem 10 i napisem „Gracias”.

Co więcej, dziś z rozrzewnieniem wspominam początek 2017 roku. To był mój kolejny pobyt w Paryżu, co odbyło się za sprawą Bieniusia z Szamoni, czyt. Krzysztofa Bieńka z Szamocina. Wyjazd ten dał mi tyle podekscytowania, że zwykła euforia przy tym to jest mały pikuś.
Tak! w ramach zagranicznych wojaży trafiłem do Parku Książąt, leżącego w jednej z największych aglomeracji w Europie. Tam bowiem na Parc Des Princes odbył się hitowo zapowiadający się mecz Paris Saint Germain z CF Barcelona.

Szybciej aniżeli myślałem mój podziw nad Dumą Katalonii, z takimi wówczas gwiazdami jak Messi, Suarez. Neymar czy Iniesta i Pique, zgaszony został przez Cavaniego, Drexlera, Angela di Maria i spółkę PSG.

Mój przyjaciel Marcin z Polskiej Agencji Prasowej skomentował ten mecz jako piękną katastrofę Barcelony. Nic dodać, nic ująć!
Przyznaję, aż żal było patrzeć jak ekipa z Katalonii zupełnie nie radziła sobie z wojowniczym pressingiem, a linia środkowa gospodarzy zupełnie zdominowała grę.

I nic dziwnego, że paryżanie nadspodziewanie łatwo rozbili 4:0 FC Barcelonę. Rządził i dzielił Niemiec Drexler. Dublet ustrzelił Argentyńczyk Angel di Maria, a po trafieniu dołożyli wspomniany Julian Draxler i Edinson Cavani.
W kiepskim nastroju wracałem do kraju.
Do dziś żałuję, iż nie pojechałem na rewanż do Barcelony. Ale chyba nikt o zdrowych zmysłach nie przypuszczał, iż Barca może odrobić 4:0 z Parc Des Princes. A jednak zdarzają się cuda.

To był najlepszy mecz, na którym nie byłem. Hiszpańską Remontadę czyli powrót do gry oglądałem w TV. Złościłem się sam na siebie, iż nie wierzyłem w awans Barcy, po takiej wręcz dewastacji w Paryżu.

Dziś analizując daty tych spotkań nie sądzę, iż był to przypadek. W Walentynki była dewastacja Barcy w Paryżu, a w Dzień Kobiet comeback Blaugarny.
To właśnie tym meczem 8 marca 2017 roku i wynikiem 6:1, Duma Katalonii zapewniła sobie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
To co wyprawiał w tym meczu Louis Suares czy strzelec gola na 6:1 Sergi Roberto, to wręcz niewiarygodne.
The impossible has become a fact…

© Copyright 2024